Pobudka była dziś dość wcześnie bo o 10.30 była komunia Oli Jabłońskiej na Targówku.
Dla niewtajemniczonych.Ola jest córką mojej mamy koleżanki Gosi,z którą znają się od szkoły pielęgniarskiej.Ciocia poznała w Gdańsku wujka Mietka - wdowca z synem.
Wujek z cicią mają jeszcze dwójkę dzieci Kubę i właśnie Olę.
Z Pawłem zawsze był kłopoty i mówiąc szczerze zawsze miałam go za mruka.Cały czas narzeka i narzeka a ja nie znoszę maruderstwa!Dlatego,że sama jestem maruda zapewne.
Mam jednak nadzieję,że maruda umrze śmiercią naturalną bo do tego dążę :)
Uroczystość była przepiękna.:)Dzieci są takie piękne,niewinne i ufne :)Istne Skarby! Przyjęcie wprawdzie głównie rodzinne,ale bardzo udane :)Czuliśmy się z rodzicami jak członkowie rodziny Jabłońskich.Bardzo serdecznie nas przyjęli.Tylko Paweł został Mrukiem jak był :P Nie lubię obgadywać,ale z nim naprawdę trudno się rozmawia.
Miałam okazję sprawdzić się jako pedagog i zajęłam czas dzieciakom grą w "pipkanie" i pogaduchami.Wszyscy potem mi za to dziękowali i składali wyrazy uznania i komplementy jakby to był bohaterski wyczyn. A przecież to przyjemność a nie żadne wielkie osiągnięcie. Miło być docenianym,ale ja naprawdę niczym sobie nie zasłużyłam na to.Zostałam hojnie obdarowana rodziną, przyajciółmi studiami i tak bardzo chciałabym Bogu za to podziekować nie tylko uwielbieniem, ale też uczynkami. Będę do tego dążyć.
Dzień zakończył wieczorny spacerek z Renią.
piątek, 25 maja 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz