Chciałyśmy z Renią dostać się na translatorium,ale po kilku minutach się zniechęciłyśmy :) Nie wyglądało to dobrze. Za to Mój Promyczek zapisał nas na kursy internetowe :))) Wspaniale,że były wolnemiejsca :)Czekam teraz na materiały :)
Wracałyśmy z wydziału z Niną :) Bardzo się cieszę,że ją spotkałam,bo się stęskniłam bardzo,bardzo :))))) Bardzo nigdy za duzo :***
Po zakupkach miałam mieć wizytę u lekarza,ale nie mogłam znaleźć gabinetu. jakiś facet mnie zmylił mówiąc że nikt taki tu nie pracuje. Zmęczona i zdenerwowana wróciłam do domu. Po drodze spotkałam Piotrka z którym chodziłam na angielski w starym,dobrym English Academy. U niego wszystko ok :) Kuje do maturki chłopczyk,ale
jest inteligentna bestia więc powinno być spoko :) Roman im też wprowadza zmiany :)
Ojciec Oświeceniowy... GRRRRRRR!!!!!!
Po szybkim obiadku zakupki w Deichmanie. Buciki do stepu są już moją własnością :)
Wieczorem obdzwaniałam szkoły tańca,ale albo oferta,albo brak partnera,albo odległość zdeterminowały plan zapisania. Zostaje Puella :)
Po okupowaniu słuchawki i rozmową z Renią czas na Szkiełko.
Aha! Uściski dla Wojtkielewicza,którą spotkałam spacerującą z Leszkiem po wspaniałym Natolinie :)
piątek, 2 marca 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz