Rankiem kontunuowaliśmy z tatą akcję "Telefon".Niestety trzeba go było oddać do serwisu. :( :(
Podjechaliśmy do wujka po stary aparat mamy.Służy dobrze,ale wolałabym swój nowy.
Po obiadku pojechałam do pani doktor swojej ulubionej.Wszystko ok,nawet z tarczycą.Jak wiadomo to ogromna ze mnie szczęściara.Mimo wszystko... Nie chcę się tu rozwodzić na temat swojej choroby bo nie ma się co roztkliwiać.Bóg mnie uzdrowił i to jest najważniejsze.
Popołudniu tradycyjnie spacerek z Renią.
Wieczorkiem plotkowałyśmy z Renią oglądając "Czasem słońce,czasem deszcz".
Jestem nieustannie pod wrażeniem tego filmu. Ma w sobie coś :)Jest taki niekonwencjonalny.
czwartek, 12 lipca 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz